I'm a Web Developer,
Chess player,
Roller skater
and above all BLONDE!

My Resume About

Agata

2014

Szybko zleciał ten rok. Im człowiek starszy tym bardziej mu czas przelatuje przez palce. Nie wiem z czego to wynika... Może to dlatego, że dzieci nie przejmują się czasem i robią milion rzeczy w ciągu dnia, podczas gdy nasz plan się ogranicza zaledwie do pracy, nauki, jedzenia i ewentualnych spotkań. Poddam się chwili refleksji i podsumuję rok 2014...

Może nie osiągnęłam zbyt wiele, nie skaczę z radości, ale są takie rzeczy, które sprawiły, że choć przez chwilę poczułam się szczęśliwa w życiu.
W mijający rok wkroczyłam ze świadomością, że mam przed sobą jeden z najważniejszych egzaminów - maturę. Co za tym idzie, czekała mnie studniówka. Obiecałam sobie, że będzie to najpiękniejszy bal. Próbowałam dołożyć wszelkich starań, by tak było. Zaczęłam biegać w miarę regularnie, przestałam obgryzać paznokcie, nauczyłam się malować i kupiłam taką suknię o jakiej marzyłam. Po raz pierwszy od 4 lat poszłam do fryzjerki i o dziwo wyszłam zadowolona! Studniówka była cudowna, ja onieśmieliłam znajomych, a najważniejsze z tego wszystkiego: przetańczyłam całą noc z ukochanym.
Do matury może nie przyłożyłam się zupełnie tak jak chciałam, ale nie stresowałam się i zdałam zadowalająco. Ponieważ miałam najdłuższe wakacje w życiu, postanowiłam to wykorzystać i poszłam do pracy. Poznałam super ludzi i zdobyłam nowe doświadczenie, a także obaliłam niektóre mity dotyczące fastfood'ów.

Po pracy nadal miałam zbyt dużo czasu i poszłam na kurs prawa jazdy. Obejmował on 30 godzin teorii i tyle samo praktyki. Teorię znałam bardzo dobrze, gdyż jak byłam mała to rodzice przyswajali mi pewne zasady ruchu drogowego oraz tłumaczyli znaki. Za to strasznie bałam się praktyki. Jestem perfekcjonistką i nie mogła mi przejść świadomość, że nic nie umiem jeśli chodzi o poruszanie się autem. Głupio mi było na pierwszej lekcji wyjść na typową blondynkę, która nic nie umie. Niestety innego wyjścia nie było... Na szczęście trafiłam na super instruktora, z którym zawsze można było porozmawiać, pośmiać się, czy powyć piosenki w samochodzie. Pozwolił mi się oswoić z nowym mechanizmem, a później puścił mnie na głęboką wodę, jaką są warszawskie skrzyżowania. Wtedy byłam przerażona, teraz jestem mu wdzięczna. Bardzo szybko się nauczyłam co i jak, a plac manewrowy pokonywałam już "na czuja". Prawdę mówiąc to ostatnie godziny jazdy były traktowane jak miła przejażdżka po mieście i poznawanie nowych okolic. Jeździliśmy sobie na luzie, słuchając radia i opowiadając o swoim życiu. Pamiętam, że za każdym razem czekałam z utęsknieniem na jazdy, bo strasznie polubiłam siedzenie za kółkiem.Niestety przyszedł dzień pierwszego egzaminu. O jakże się bałam przed zdawaniem teorii. Czułam na sobie presję, bo i ja i wszyscy znajomi wiedzieli, że jestem dobra w przepisach ruchu drogowego, więc siarą byłoby nie zdać. Strasznie się denerwowałam, ale zdałam za pierwszym! Niesamowicie odetchnęłam z ulgą. Do praktycznego egzaminu podchodziłam już na luzie. Wiedziałam, że umiem jeździć i jeśli jakiś palant mi nie wyjedzie na drogę to spokojnie zdam. I tak też było. Wszystko trwało 25 min, wykonane wszystkie zadania prawidłowo i za pierwszym razem. Oba egzaminy zdane przy pierwszym podejściu! Prawko to naprawdę mój ogromny sukces, z którego jestem bardzo dumna.

Prócz takich trudnych rzeczy, w wakacje czekał mnie także relaks. Spokojnie mogę powiedzieć, że to moje najlepsze wakacje w życiu, ponieważ po raz pierwszy pojechałam sama, bez rodziców, ze znajomymi. Najpierw zaczęliśmy wypoczynkiem na łódce, co było niezłym wyzwaniem. Spartańskie warunki, spanie w kołyszącej się łódce i kochane komary. Jednak wypad był super, przeżyliśmy mega chwile, czasem grozy, czasem świetnej zabawy, a przede wszystkim nauczyłam się kierować łódką kabinową.

Drugi wypad czekał mnie w Zakopanem. Jechałam z myślą, by trochę pozwiedzać i odpocząć. Jednak nic z tego. Chodzenia była cała masa. Żałuję, że nie miałam włączonego endomondo 😉 Uwielbiam góry, szczególnie te nasze, ale nigdy nie miałam okazji się z nimi zmierzyć, ze względu na moje problemy z kolanami. Ja nie wiem co mi musiało odwalić, że zgodziłam się na wyprawę na Giewont. Cierpiałam niesamowicie, kolano bolało jak nie wiem co, ale przeżycie ogromne! Chodzić po szczytach, być jednocześnie na terytorium dwóch państw i mieć (prawie) cały świat u stóp. Widoki zapierały dech w piersiach, a wnętrze wypełniało ogromne poczucie wolności. Sama nie wierzyłam, że weszłam na Kopę Kondracką (ponad 2000 m n.p.m.) i dałam radę zejść, no już prawie o własnych siłach. Nigdy bym nie pomyślała, że ja, zdobędę się na taki wyczyn.

I ostatnim takim konkretnym wydarzeniem w tym roku były studia. Dostałam się na wymarzony kierunek. Robię to co ciekawiło mnie od zawsze, ale to nie wszystko. Studia przede wszystkim dają nowe znajomości, a ja trafiłam na tak cudownych ludzi, że za nic bym nie zamieniła tego na inny kierunek nawet w najlepszej zagranicznej uczelni!

Podsumowując, rok 2014 był taką życiową kropką. Coś trzeba było zakończyć, by zacząć coś lepszego. Rok pełen wyborów, decyzji i doświadczeń. Życzę Wam zatem dobrych wyborów i żeby 2015 rok był jeszcze lepszy niż poprzednie.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!