I'm a Web Developer,
Chess player,
Roller skater
and above all BLONDE!

My Resume About

Agata

Zawód: fotograf

Bardzo cenię tych fotografów, których poznałam osobiście. Widać w nich pasję i miłość do tego co robią. Niestety miałam ostatnio okazję poznać inny typ fotografów. Takich, którzy zarabiają na czyimś nieszczęściu...

Każdy z Was pewnie słyszał coś o prawach autorskich. Na pewno to, że istnieją 🙂 Nasze kochane prawo samo nie jest w stanie sprecyzować kiedy naruszamy własność artysty, a w szczególności gdy chodzi o internet. Obrazki w serwisach szybko się rozprzestrzeniają i już po kilku udostępnieniach tracimy pojęcie co było jego głównym źródłem. Otóż okazuje się, że posługiwanie się zdjęciem, które na pierwszy rzut oka jest bezpańskie również jest karane, gdy właściciel Cię odnajdzie i udowodni, że dane zdjęcie jest jego.

W ostatnim czasie ja właśnie się na to złapałam. Właściciel pewnych zasobów odezwał się do mnie po ponad 6 miesiącach z wiadomością, iż naruszyłam jego prawa autorskie. Najlepsze jest to, że ani tej osoby, ani jego strony, ani innych jej zdjęć w życiu na oczy nie widziałam. Materiały wzięłam od innej blogerki, która nie miała zastrzeżonych praw autorskich na swojej stronie.

Sprawa tak mnie zaciekawiła, że postanowiłam zgłębić się w świat fotografów i praw do ich zdjęć. Oczywiście wyszło na to, że wina była po mojej stronie, mimo że nic o tym nie wiedziałam. Grzecznie przeprosiłam i wszystko zostało załatwione w dobrej atmosferze. Lecz tu nadal nie koniec sytuacji...

Nie byłabym sobą gdybym nie sprawdziła dokładnie danej osoby i jej zdjęć. Otóż trafiłam na masę stron, na których widniał napis "zdjęcia zostały usunięte z powodu naruszenia praw autorskich". Oczywiście zdjęcia autorstwa osoby, o której ciągle wspominam. Jeszcze rozumiem gdyby to były wielkie portale, które kradną sobie prace mało znanych fotografów. Ale to były często nastolatki, które słowo "prawo" znają tylko z serialu "Prawo Agaty".

Poczytałam trochę na forach i mnie aż zamurowało. Otóż dzisiejszy fotografowie nie zarabiają na swoich świetnych zdjęciach, lecz na ściganiu pojedynczych osobników, którzy nieświadomie posłużyli się ich zdjęciami i którzy pod karą sądu grzecznie płacą odszkodowanie. Oczywiście nie chcę tutaj wrzucać wszystkich do jednego worka. Na początku wspomniałam, że znam ludzi, którzy zdjęcia robią z pasją, miłością i oddaniem. I ich naprawdę cenię, bo miałam okazję widzieć ich pracę oraz jej efekty.

Niestety do reszty straciłam szacunek. Gdybym tak ścigała każdą trzynastolatkę, która skopiowała mój tekst, stałabym się troszkę bogata. Chyba nie o to tu chodzi...

Jako słowo końcowe pozwolę sobie zacytować słowa Matyldy Kozakiewicz z bloga Segritta.pl (z którymi całkowicie się zgadzam):

"Nie jestem jakoś specjalnie wyczulona na punkcie praw autorskich, bo bardzo często znajduję gdzieś w sieci swoje zdjęcia lub teksty opublikowane bez mojej wiedzy przez jakichś młodych ludzi, którzy albo są gimnazjalistami i można im wybaczyć nieznajomość prawa – albo wykorzystują te materiały w celach informacyjnych. Przeważnie nic z tym nie robię. Każdy w miarę poczytny bloger musiałby marnować zbyt wiele czasu na szukanie takich przykładów w sieci, więc często to olewamy. Ale jeśli ktoś, a konkretnie jakaś firma, używa mojego zdjęcia w celu komercyjnym, nie tylko nie prosząc mnie o zgodę – ale w ogóle mnie o tym nie informując, to robię się zła."